Serdecznie witam na blogu „Jeszcze w zielone gramy…” i zapraszam do jego odwiedzania. Blog powstał w czasie, gdy byłem naczelnikiem Skautów Europy w Polsce, jako dodatkowy sposób komunikacji z szefami (której cały czas miałem wielki niedosyt). Od tego czasu zmienił nieco oblicze i stał się bardziej uniwersalny i wielotematyczny. Teraz jest miejscem, gdzie w nielicznych wolnych chwilach między intensywną pracą zawodową, absorbującym życiem rodzinnym i całą masą innych ważnych spraw staram się zamieszczać materiały, mogące być interesującymi lub użytecznymi, w zamierzeniu przynajmniej, zarówno dla młodych ludzi, jak i tych bardziej dojrzałych w latach, którym lwią część życia pochłania praca i rodzina. Jednak większość tematów, mam nadzieję, może zainteresować każdego. Znajdziecie tu m.in. wpisy dotyczące rozwoju osobistego, wychowania, relacji małżeńskich, bieżących spraw społecznych, recenzje filmów, wypisy z lektur, obserwacje obyczajowe, prawdziwe historie. Samo życie. Aha i jeszcze jedno, choć źródłem lub przyczyną wielu wpisów będą inni, którym niniejszym bardzo dziękuję, odpowiedzialność za zamieszczane treści ponosi wyłącznie autor.
Miłej lektury! Z pozdrowieniami, Zbigniew Korba

środa, 9 marca 2011

Wspólne troski i pokoleniowe lektury

Z książki „Klasyka wywiadu polskiego” fragment wywiadu z Romanem Dmowskim, w którym m.in o legendarnym spotkaniu Dmowskiego z Józefem Piłsudskim w Tokio:

„ A z Józefem Piłsudskim zetknął się Pan Prezes wówczas?.
-O ile zetknięciem się można nazwać dziewięciogodzinną rozmowę - to nastąpiło ono ale nie w Krakowie, ale na drugiej półkuli globu - w Japonii. Było to w roku 1905 - opowiadał dalej Dmowski.
– Dowiedziałem się, że Piłsudski zamierza jechać do Japonii, by uzyskać pomoc dla przygotowywanego powstania w Królestwie. Dla przyczyn, które pan zna zapewne, uważałem wówczas wybuch powstania za niewskazany i postanowiłem udać się do Tokio, by paraliżować akcję Piłsudskiego. Przyjechałem też do Tokio przed nim.
- Przed nim?
- Tak. Gdybym przyjechał po nim, byłoby za późno. Byłem przyjęty kilkakrotnie przez zastępcę szefa japońskiego sztabu generalnego. Wręczyłem mu dwa memoriały o sytuacji Polaków w Rosji. Reakcyjne „Nowoje wremja” dowiedziały się z niedyskretnej notatki „Corriere Della Serra” o mojej wizycie w Tokio i dopytywały, co tam robi Dmowski? Udało mi się bowiem z początku zachować incognito, aż włoski dziennikarz zdradził moją obecność.
- Któregoś dnia poszedłem na pocztę nadać list. Nagle widzę, że ulicą jadą dwa wózki ciągnione jak zwykle przez ludzi, a w nich dostrzegam twarze dziwne jakoś nieznajome, gdyż bardzo polskie. Gdy podjechali bliżej w moją stronę, poznałem jednego pasażera: był to Filipowicz. Zawołałem na niego:
- Dokąd tak jedziecie?
Filipowicz odpowiedział:
- Do was!
- No to zaczekajcie chwilę, zaraz tu będę.
Była to godzina trzecia po południu, gdy rozpoczęliśmy rozmowę we trójkę - gdyż drugim podróżnikiem był Piłsudski. Około piątej opuścił nas Filipowicz. Sami we dwójkę rozmawialiśmy z Piłsudskim do dwunastej w nocy. Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy - ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu: „Oczerniać Was tu nie będę, ale będę Wam przeszkadzał…””

Czy nie piękne to zdanie podkreślone? Pewne pokolenia miały wspólne troski, uczucia, bo czytały te same książki, przeżywały to samo, były pewne lektury generacyjne, oddychało się taką samą atmosferą. Na przykład, budowniczowie II Rzeczpospolitej wychowywali się na Sienkiewiczu, Żeromskim, pokolenie Powstania Warszawskiego podobno bardzo lubiło Josepha Conrada, czerpało z jego książek inspirację. Jego Smugę Cienia wysłuchałem z audiobooka w drodze na rodzinne ferie zimowe z dużą przyjemnością.

A jak jest teraz?

0 komentarze:

Prześlij komentarz