"Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy

Jeszcze się spełnią piękne sny, marzenia, plany

Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom".


sobota, 5 marca 2011

Dlaczego zwyczajny facet zdradza żonę na wyjeździe integracyjnym z pracy?

„Okazywał bardzo dobry humor, mówił dużo, śmiał się bez powodu i siostrzeńca uderzył pięścią w pachwinę, wykrzykując: - Halo, stary! – A raz po raz miewał owo szczególne spojrzenie, biegnące to w jednym, to znów nagle w przeciwnym kierunku. Ale oczy jego zwracały się także w kierunku bardziej określonym, zarówno przy stole, jak na obowiązkowych spacerach i wieczornych zebraniach towarzyskich.

Konsul początkowo nie zwracał szczególnej uwagi na niejaką panią Redisch, żonę polskiego przemysłowca, siedzącą przy stole chwilowo nieobecnej pani Salomon i żarłocznego ucznia w okrągłych okularach: bo też była to tylko jedna z wielu werandujących dam, krępa i pełna brunetka, nie pierwszej młodości, zaczynająca już siwieć, ale z wdzięcznym podwójnym podbródkiem i żywymi piwnymi oczami. Nie było mowy, aby pod względem kultury mogła się tam w równinie mierzyć z panią konsulową Tienappel. Jednakże w sobotni wieczór, po kolacji, w hallu konsul dzięki dekoltowanej sukni z pajetkami jaką miała na sobie, zrobił odkrycie, że pani Redisch posiada matowobiałe, mocno ściśnięte, prawdziwe kobiece piersi, których przedział widać było dość głęboko, i odkrycie to wstrząsnęło do głębi duszy i zachwyciło dojrzałego i dystyngowanego mężczyznę, jak gdyby to było coś nowego, nieoczekiwanego i niesłychanego. Starał się poznać i poznał panią Redisch, rozmawiał z nią długo, najpierw stojąc, potem siedząc, i poszedł spać podśpiewując. Następnego dnia pani Redisch nie miała już na sobie czarnej sukni z pajetkami i była zapięta pod szyję, ale konsul wiedział, co wiedział i został swemu wrażeniu wierny. Usiłował ja spotkać na obowiązkowych spacerach i rozmawiał z nią, idąc obok niej, zwrócony ku niej i nachylony w jakiś szczególny sposób, nalegająco i uwodzicielsko; przepijał do niej przy stole, co ona przyjmowała, odsłaniają w uśmiechu złote korony, które błyszczały na kilku jej zębach; a w rozmowie z siostrzeńcem nazwał ją wprost „boską kobietą”, po czym znów zaczął podśpiewywać. Wszystko to Hans Castorp znosił ze spokojną wyrozumiałością, z wyrazem twarzy mówiącym, że tak być musi. Ale nie mogło to wzmocnić autorytetu starszego kuzyna i nie harmonizowało z misją konsula.”

Tomasz Mann, Czarodziejska góra, 1924

5 komentarzy:

  1. Czyli wszystko przez dekolt!!! Winne sa kobiety!

    OdpowiedzUsuń
  2. Że co? Że zauroczył go chwilowo biust dojrzałej kobiety? I dlatego?

    OdpowiedzUsuń
  3. Winy, to mili panowie szukajcie najpierw w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wina leży pośrodku, stara prawda. On powinien powalczyć ze swoją słabością (?) /panowie są wzrokowcami i nic tego nie zmieni, co nie znaczy , że są zwolnieni z tego żeby zachować klasę)jak prawdziwy dżentelmen, a ona założyć sukienkę z nieco mniejszym dekoltem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znakomite te... ksty. Dziękuję Zbyszku!
    hubert

    OdpowiedzUsuń