Właśnie wróciłem z podróży, podczas której dowiedziałem się, że główne aktywa
nieruchomościowe Portugalii, kilkaset lat temu wielkiej potęgi morskiej i
kolonialnej, kupowane są przez kapitał chiński, brazylijski, arabski,
amerykański, a nawet afrykański. Wchodzę w Internet i zapoznaję się ze składem
nowego rządu. I co? I jak tu nie zatęsknić za Sienkiewiczem.
To może dzisiaj tekst o Zofii Kossak. Była przecież nazywana kontynuatorką
sienkiewiczowskiej prozy. Może ta historia Was zainteresuje. (Choć pewnie nie w
takim stopniu jak poprzedni wpis, pod którym rozgorzała wielce pouczająca
dyskusja-;))
***
Gdy Andrzej Horubała w tygodniku „Do Rzeczy” brutalnie obszedł się z
wydaniem książki „Karol Wojtyła - Jan Paweł II Notatki osobiste 1962-2003”,
pisząc, że nie powinny być wydane, iż mogą być źródłem rozczarowania, że to notes
a zapiski są techniczne i nie odnajdziemy tu dziennika duszy wielkiego papieża
– pomyślałem, że pan redaktor przesadza i zbytnio dramatyzuje.
Jednak gdy już sięgnąłem po tę wydaną tuż przed kanonizacją papieża książkę,
nie da się ukryć, że trochę zrozumiałem rozczarowanie Horubały. To faktycznie
są skrawki, strzępy notatek, technicznych, opisowych, relacyjnych. Więcej
dowiemy się o duszy Jana Pawła II z jego homilii, wypowiedzi, katechez i pism.
Nie znaczy to jednak, że nie warto po nie sięgnąć. Warto ale właśnie jako
uzupełnienie.
Możemy też pójść w jeszcze innym kierunku. Wiadomo, że papież był głęboko
osadzony w polskiej kulturze, jak sam powiedział „Polska mnie wychowała i
przygotowała”. Polska to także nasza literatura, czterech wielkich romantyków,
z ukochanym dla Wojtyły Norwidem. Co czytał Jan Paweł II? Prof. Wanda Półtawska
wspomina, że kiedyś papież sam zaproponował, co wybrać jako lekturę wakacyjną:
„Może Szczucką? Pięknie pisze i dawno już jej nie
czytaliśmy." (Na marginesie, warto wiedzieć, że w swojej pierwszej parafii w Niegowici
Wojtyła jako młody wikary przygotował z parafianami sztukę Kossak pt. „Gość
oczekiwany”).
Zofia Kossak-Szatkowska primo voto Szczucka, postać niezwykła i zdecydowanie zbyt mało pamiętana.
Jej życie było pełne zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń, to gotowy
scenariusz filmowy. Przybliża ją nam Joanna Jurgała-Jureczka w ostatnio wydanej
biografii pisarki pt. „Zofia Kossak. Opowieść biograficzna”.

Jak pisała później w liście do Melchiora Wańkowicza „żaden geniusz nie
wyszedł wprost od wideł i gnoju. Geniusz musi być hodowany.” Niewątpliwie taka
hodowla geniuszy miała miejsce w rodzie Kossaków, gdzie staranna edukacja, nasiąkanie
polskością, cnotami, stylem, dobrym wychowaniem było codziennością.
Dlaczego Zofia Kossak powinna interesować czytelników tego bloga tak jak
interesowała papieża? Bo była pisarką głęboko przejętą swoją wiarą, a przy tym
pisarką dobrą. Podczas studiów rysunku w Genewie, jak pisze autorka jej
biografii, Zofia „zetknęła się z nowoczesną katolicką filozofią i duże wrażenie
zrobiła na niej prelekcja pisarza francuskiego Georges’a Goyau – „człowieka wielkiej wiary i wielkiej wiedzy.
Dotychczas mój stosunek do wiary był czysto uczuciowy – wyznała pisarka. (…) Wtedy po raz pierwszy owionął mnie wielki
dech chrześcijaństwa rzeczywistego. Zobaczyłam, że wiara to nie tylko majowe
nabożeństwo lub złota legenda, ale
najdoskonalszy system filozoficzny, jaki kiedykolwiek wydał świat”. Tak
właśnie jest! Choć może na co dzień za mało tym żyjemy, w to wierzymy, tak jak
Szczucka. Czy dlatego, że za mało czytamy czy słuchamy właśnie ludzi „wielkiej
wiary i wielkiej wiedzy”?
Od 1923 r. związana jest z Górkami Wielkimi na Śląsku Cieszyńskim, gdzie po
śmierci pierwszego męża Stefana Szczuckiego ponownie wychodzi za mąż za o 7 lat
młodszego od siebie Zygmunta Szatkowskiego. Tam powstają kolejne książki, znane
nie tylko w Polsce ale przynoszące jej uznanie zagranicą: Krzyżowcy, Bez Oręża,
Król Trędowaty, dla dzieci Kłopoty Kacperka Góreckiego Skrzata i wiele innych.
Mówi się o niej, że kontynuuje tradycje Sienkiewicza w prozie.
Fascynują ją żywoty świętych, m.in. Św. Stanisława Kostki, którego
zawołanie: „Do wyższych rzeczy jestem
stworzony (Ad maiora natus sum)” bardzo jej się podoba. Pisze Szaleńców
Bożych, rzecz o świętych. Frapuje ją kwestia powszechnego powołania do
świętości, kilkadziesiąt lat później tak mocno podkreślona przez Sobór
Watykański II. Pisarka pisała tak w jednym z listów: „Każdy człowiek jest powołany do świętości, ale mazgaj, lękliwiec,
próżniak ma małe szanse. Zmarnuje łaskę. Na szlaku wielu takich, co odpadli”.
Jak zauważa jej biograf Joanna Jurgała-Jureczka: „W innym miejscu Zofia Kossak zapewniała, że każdy chrześcijanin powołany jest do świętości, a zagadnienie to
zajmowało ją stale, więc w utworach o charakterze hagiograficznym w nowoczesny
sposób portretowała „bożych szaleńców”. Tego rodzaju twórczość uważała za
szczególnie ważną.”
Pisarka miała też wyrobione zdanie na temat roli literatury i jej
głębokiego znaczenia. W eseju z 38 roku pt. „Służba pisarza” pisała tak: „Dobra
literatura to ta, która ukazuje nieskończoność i wielkość wszechświata, sens
życia, celowość życia, która pobudza do walki ze złem, do przeciwstawiania się
złu, która głosi wiarę w zwycięstwo dobra, żąda heroicznej, aktywnej postawy”.
W liście do Anny Sadowskiej „znając jej
sceptycyzm religijny, zapewniała, że dzięki dobrym książkom znajdzie się pod
bramą Damaszku”. To zagadnienie zajmowało ją stale. Więc pisała, pisało
dużo. „Nie ma miejsca na natchnienie.
Gdyby autor na nie czekał, niewiele zdążyłby napisać.” Po wojnie przy
pisaniu trzech tomów Dziedzictwa wspierał ją w żmudnych pracach
przygotowujących pisanie, w zbieraniu materiałów mąż. Charakteryzując
pracę swoją i jej męża pisała: „Pracujemy,
jak byśmy mieli żyć wiecznie, a żyjemy, jak byśmy mieli umrzeć jutro”. Mówiła
wielokrotnie, że samo pisanie jest niczym w porównaniu z pracą przygotowawczą,
zbieraniem materiałów, czytaniem literatury z epoki i źródeł.
W 1952 r. wychodzi „Przymierze”.
Chwalono je, że jest o powołaniu i wypełnianiu tego powołania przez każdego
człowieka. Warto wiedzieć, że Giedroyć, twórca i guru paryskiej Kultury, tak
hołubionej po 89 r. w Polsce, sekował to dzieło. Do Wańkowicza pisał: „Może by pan to smacznie zjechał?”

Jak pisze Jurgała-Jureczka „Jan Dobraczyński uważał, że mało kto zrobił
dla Żydów tak wiele i „mało kto usłyszał za tę bezprzykładnie ofiarną pracę tak
mało słów wdzięczności””. Kossak przed wojną bowiem: „Uważała Żydów za politycznych i gospodarczych wrogów Polski, lecz w
obliczu zagłady trzeba było porzucić dawne nawyki myślowe, ponieważ „to był
warunek zachowania człowieczeństwa””. (…) „Ratowanie Żydów łączyło się z
wielkim niebezpieczeństwem również z powodu postawy samych Żydów, przerażonych
i zaszczutych. Po wojnie Zofia Kossak tak oceniała zachowanie wielu
uratowanych: „Kiedyś pytałam bardzo porządnego Żyda, czy w razie »wpadki» sypnąłby nas. Namyślił się nad odpowiedzią. Powtarzam, to był bardzo
porządny i rozumny człowiek. Powiedział: »Proszę pani, ja bym nie chciał, ale jakby bardzo bili, to ja bym musiał»”.
„Otóż to! – komentowała pisarka. – A Niemcy »bardzo bili»”
Fragment ten świadczy o tym, jak
wielkim bohaterstwem było to co robiła „Ciotka” (bo taki pseudonim miała Kossak)
oraz inni Polacy ratujący Żydów podczas okupacji niemieckiej.
Dopiero w 1982 r. została uznana przez
państwo Izrael za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Cytowana książka nie
daje odpowiedzi, dlaczego stało się to tak późno.
We wrześniu 1943 roku założyciela
Żegoty zostaje przypadkowo aresztowana i wywieziona do obozu koncentracyjnego w
Oświęcimiu. Ledwo to przetrwała, zostaje przewieziona po pół roku na Pawiak i
dzięki staraniom polskiego podziemia wykupiona. Niemcy nie wiedzieli kogo
aresztowali i potem zwolnili. Skrajnie wycieńczona bierze udział w Powstaniu
Warszawskim. Po jego upadku przebywa w Częstochowie, gdzie doradza biskupowi
reaktywowanie tygodnika „Niedziela”. Wraca do Górek Wielkich. Nadal ukrywa się
pod nazwiskiem Sikorska, jednak nowe władze łatwo ją odnajdują. Dostaje
wezwanie adresowane na jej prawdziwe nazwisko z nakazem stawienia się w
Warszawie. Zostaje przewieziona na spotkanie z Jakubem Bermanem, drugim po
Bierucie człowieku zarządzającym Polską z nadania sowietów. Berman był
pochodzenia żydowskiego. W zamian za uratowanie dzieci żydowskich podczas
okupacji, proponuje jej w sposób jednoznaczny wyjazd z kraju. Była to
propozycja nie do odrzucenia.
Wyjeżdża z córką do Szwecji, bez grosza
przy duszy snują się ulicami Sztokholmu. Córka przypadkiem zauważa nazwisko
matki na okładce książki eksponowanej w witrynie księgarni. Kolejne tygodnie
układają się w historię rodem z bajki. Trafiają do wydawcy, okazuje się, że jej
książki są dość popularne nie tylko w Szwecji, ale i za oceanem. Wydawca
wypłaca jej należne honorarium, ona daje wywiady, spotyka się w czytelnikami, występuje
w mediach, szybko zyskuje uznanie i popularność. Za uzyskane pieniądze wyjeżdża
do Anglii. Tutaj w ogłoszeniu o jej przyjeździe w Dzienniku Polskim ostatnie
zdanie informuje, że „pracowała ostatnio
w Warszawie jako sekretarka osobista p. Bolesława Bieruta”. To wierutne
kłamstwo w sposób zaskakujący zadomawia się wśród emigracji. Pisarka, zaszczuta
atmosferą tej potwarzy, odnalazłszy męża i syna, decyduje się na wyjazd do
Kornwalii. Szatkowscy wydzierżawiają tam gospodarstwo rolne i sami na nim
pracują. Spędzili tam dziesięć ciężkich lat w trudnym klimacie pokrzywionych od
ciągłego wiatru drzew, deszczu i zimna znad Atlantyku, wśród zamkniętych w
sobie i nie okazujących emocji Anglików, ciężko pracując na polu i w oborze. W
Polsce jej książki zostają wycofane z bibliotek i jest objęta całkowitym
zakazem druku. Dzieli los wielu polskich emigrantów, z ludzi majętnych
przekształconych w farmerów i robotników, z generałów w magazynierów i
barmanów, polskiej elity zdeklasowanej i ledwo wiążącej koniec z końcem dzięki
ciężkiej i kiepsko płatnej pracy fizycznej.
Gdy na fali odwilży roku 1956 nadarza
się okazja Zofia Kossak decyduje się wrócić z mężem do kraju. Oczywiście idzie
na pewien kompromis, nie komentuje publicznie poczynań władz, w jakiś sposób
uwiarygadnia je swoim powrotem. Ale jest w Polsce, znowu w ukochanej ojczyźnie,
wśród swoich. Emigracja wiele ją kosztowała. Mawiała, że jest tułaczem, a tacy
ludzie są jak drzewa wyrwane z gruntu z korzeniami, istnieją jeszcze ale powoli
usychają. Jej książki zaczynają być wznawiane w kraju, spotyka się z czytelnikami,
żyje.
Umiera w roku 1967, zostaje pochowana w
grobie rodzinnym w Górkach Wielkich. W tej chwili znajduje się tam muzeum jej
poświęcone. Może kiedyś uda się Wam odwiedzić to miejsce. Tymczasem mamy
książki Zofii Kossak, czytał je
papież, czytajmy i my.