Przede wszystkim piękne słowa JE ks. abp Józefa Michalika, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (czyli najważniejszej osoby w polskim Episkopacie) z Placu Piłsudskiego wczoraj:
Słowo JE ks. abp Józefa Michalika
Niestety nie znalazłem innego źródła w internecie. Szkoda, że tak mało słyszymy tak pięknych, głębokich słów, głosu Kościoła rozumiejącego naród. Polecam wszystkie wypowiedzi abp Michalika, śledźcie je, nie zawiedziecie się.
Jeszcze homilia z 11 kwietnia ks. Piotra Pawlukiewicza z kościoła Świętego Krzyża:
Ks. Pawlukiewicz m.in.: "Nie cofniemy biegu wydarzeń z wczorajszego przedpołudnia. Ale my Polacy możemy podjąć wysiłek, by uczynić to samo, co nasz Mistrz. Pokrzyżować drogi Złemu Duchowi".
I na koniec jeszcze raz Terlikowski wpis z 16 kwietnia
Piękne słowa też ministra Łopińskiego i przed chwilą przewodniczącego "Solidarności" p. Janusza Śniadka, od serca, od nas wszystkich. Linki zamieszczę później.
Wydarzenia ostatnich dni uświadamiają nam, że jesteśmy narodem, narodem, który ma prawdopodobnie ważną misję. Że nie jesteśmy masą, zbiorowiskiem jednostek, że mamy historię, że umiemy stanąć na wysokości zadania, że Polskości nie należy się wstydzić ale można być z niej dumnym. Oczywiście, gdy uniesienie opadnie nie zwalnia nas to z codziennej pracy, troski o szczegóły, rzeczy drobnych, zwyczajnych, codziennych.
"Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy Jeszcze się spełnią piękne sny, marzenia, plany Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom".
niedziela, 18 kwietnia 2010
czwartek, 15 kwietnia 2010
Usłyszymy dzwon Zygmunta
W nekrologu zamieszczonym 12 kwietnia w Rzeczpospolitej wszystkie organizacje harcerskie zadeklarowały: „naszym obowiązkiem jest kontynuować ich pracę i trud”. Bardzo dobra deklaracja. Ta katastrofa uświadamia nam jednak więcej, że wciąż nie możemy zapełnić miejsca po tych, którzy zginęli w Katyniu, w Powstaniu Warszawskim, w katowniach UB. To nie jest takie proste. To miejsce okupowane jest teraz przez kogoś innego. Przez tych, którym teraz przeszkadza pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Przez tych, których formacja w II Rzeczpospolitej była niesłyszalnym marginesem, a teraz dzierży rząd dusz.
Zastanawiano się jak to możliwe, że po tak poruszającej żałobie po odejściu Jana Pawła II tak mało podobno w nas pozostało. (Pomijam chwilowo dyskusję czy mało czy dużo, być może nie tak mało, jak się zdaje powierzchownym mediom). Pod wpływem daleko mniej poruszających wydarzeń swoje wielkie dzieła tworzyli wielcy wieszczowie. A ja się pytam gdzie są te wzruszające filmy o tym czasie, gdzie powieści, od których nie można się oderwać przez pół nocy, gdzie piosenki rockowe czy popowe, wszystko jedno, gdzie sztuki teatralne, gdzie komiksy, gdzie gry komputerowe? Wskażcie mi, choć po jednym przykładzie takich dzieł. Ludzie sztuki powinni stworzyć poruszające dzieła podtrzymujące w nas to coś, co wtedy zrozumieliśmy. Jednak oni wolą pisać sztuki o rozpadających się małżeństwach, o poczuciu bezsensu.
W takich chwilach poeta powinien dać „odpowiednie rzeczy słowo”, wypowiedzieć pięknie to, co współodczuwamy, a czego lepiej wypowiedzieć sami byśmy nie mogli. Oddajmy glos Wojciechowi Wenclowi, poecie, który dawno temu wygrał konkurs poetycki Frondy, teraz publikuje w Gościu, a którego słychać chyba za mało.
Zajrzyjcie na jego stronę Blog Wojciecha Wencla i zobaczcie ostatnie wpisy od dnia 10 kwietnia, w dzisiejszym Gościu na drugiej stronie piękny wiersz. A oto niektóre fragmenty:
O naszym stanie: „Snujemy się z zastygłym na twarzy grymasem bólu, mechanicznie wykonując codzienne obowiązki. W głowach siedzi nam śmierć, znienawidzona za swoje okrucieństwo, ale też wyrywająca nas z jałowego materializmu.”
O Prezydencie: „Kto wie? Może zginął po to, by idea IV Rzeczypospolitej jednak się urzeczywistniła. Dzięki zaangażowaniu nas wszystkich – wyrwanych z letargu, zobojętnienia, bezsilności”. „Ludzie mali nie giną w ten sposób”.
„Tego się boimy. Powrotu żywej pamięci narodowej. Bo jeśli prezydent Lech Kaczyński zostanie pochowany na Wawelu, będzie to pomost łączący Polskę dawną i dzisiejszą. Potwierdzenie wspólnoty polskiego losu, który jednoczy żywych i umarłych. Podanie do publicznej wiadomości, że wielkie wydarzenia z udziałem Boga nie odeszły bezpowrotnie w przeszłość, ale dzieją się również tu i teraz”.
O tym co się dzieje: „To jest wojna. Wojna o polską duszę, której po wyjściu z antykomunistycznego podziemia się wyrzekliśmy. Wojna z własnym lenistwem, niechęcią do podejmowania wielkich wyzwań, minimalizmem oczekiwań i wyobraźni”.
„Smoleńska tragedia daje nam szansę na nowy romantyzm, ukazujący dzieje Polski w perspektywie duchowej. Czas wreszcie przestać wstydzić się żarliwego patriotyzmu i katolicyzmu, który przez wieki stanowił o naszej tożsamości i sile. Pora przywrócić naszej kulturze wykpione przez cyników wielkie słowa, takie jak Bóg, prawda, dobro, honor, ojczyzna. Odzyskać pasję, odwagę, zdolność do ponoszenia krwawych ofiar, eschatologiczną wyobraźnię. I zacząć naprawdę kochać Polskę, a nie traktować ją jak miejsce do mieszkania”.
I JESZCZE SZYMON HOŁOWNIA: Jest mi wstyd
Polecam też Radio WNET Radio WNET, w Internecie lub na falach Radia Warszawa 106,2 FM w godzinach 7-9 rano, słucham codziennie, na szczęście mam daleko do pracy. Dziś np. Jadwiga Staniszkis o tym co się dzieje, o Wawelu (cytuję z pamięci): „Nie powinno się robić w tego polityki, bo to jest coś więcej”. O śmierci wielu: „To jest dramat władzy, która nie jest w stanie zrealizowac swoich marzeń”.
Zastanawiano się jak to możliwe, że po tak poruszającej żałobie po odejściu Jana Pawła II tak mało podobno w nas pozostało. (Pomijam chwilowo dyskusję czy mało czy dużo, być może nie tak mało, jak się zdaje powierzchownym mediom). Pod wpływem daleko mniej poruszających wydarzeń swoje wielkie dzieła tworzyli wielcy wieszczowie. A ja się pytam gdzie są te wzruszające filmy o tym czasie, gdzie powieści, od których nie można się oderwać przez pół nocy, gdzie piosenki rockowe czy popowe, wszystko jedno, gdzie sztuki teatralne, gdzie komiksy, gdzie gry komputerowe? Wskażcie mi, choć po jednym przykładzie takich dzieł. Ludzie sztuki powinni stworzyć poruszające dzieła podtrzymujące w nas to coś, co wtedy zrozumieliśmy. Jednak oni wolą pisać sztuki o rozpadających się małżeństwach, o poczuciu bezsensu.
W takich chwilach poeta powinien dać „odpowiednie rzeczy słowo”, wypowiedzieć pięknie to, co współodczuwamy, a czego lepiej wypowiedzieć sami byśmy nie mogli. Oddajmy glos Wojciechowi Wenclowi, poecie, który dawno temu wygrał konkurs poetycki Frondy, teraz publikuje w Gościu, a którego słychać chyba za mało.
Zajrzyjcie na jego stronę Blog Wojciecha Wencla i zobaczcie ostatnie wpisy od dnia 10 kwietnia, w dzisiejszym Gościu na drugiej stronie piękny wiersz. A oto niektóre fragmenty:
O naszym stanie: „Snujemy się z zastygłym na twarzy grymasem bólu, mechanicznie wykonując codzienne obowiązki. W głowach siedzi nam śmierć, znienawidzona za swoje okrucieństwo, ale też wyrywająca nas z jałowego materializmu.”
O Prezydencie: „Kto wie? Może zginął po to, by idea IV Rzeczypospolitej jednak się urzeczywistniła. Dzięki zaangażowaniu nas wszystkich – wyrwanych z letargu, zobojętnienia, bezsilności”. „Ludzie mali nie giną w ten sposób”.
„Tego się boimy. Powrotu żywej pamięci narodowej. Bo jeśli prezydent Lech Kaczyński zostanie pochowany na Wawelu, będzie to pomost łączący Polskę dawną i dzisiejszą. Potwierdzenie wspólnoty polskiego losu, który jednoczy żywych i umarłych. Podanie do publicznej wiadomości, że wielkie wydarzenia z udziałem Boga nie odeszły bezpowrotnie w przeszłość, ale dzieją się również tu i teraz”.
O tym co się dzieje: „To jest wojna. Wojna o polską duszę, której po wyjściu z antykomunistycznego podziemia się wyrzekliśmy. Wojna z własnym lenistwem, niechęcią do podejmowania wielkich wyzwań, minimalizmem oczekiwań i wyobraźni”.
„Smoleńska tragedia daje nam szansę na nowy romantyzm, ukazujący dzieje Polski w perspektywie duchowej. Czas wreszcie przestać wstydzić się żarliwego patriotyzmu i katolicyzmu, który przez wieki stanowił o naszej tożsamości i sile. Pora przywrócić naszej kulturze wykpione przez cyników wielkie słowa, takie jak Bóg, prawda, dobro, honor, ojczyzna. Odzyskać pasję, odwagę, zdolność do ponoszenia krwawych ofiar, eschatologiczną wyobraźnię. I zacząć naprawdę kochać Polskę, a nie traktować ją jak miejsce do mieszkania”.
I JESZCZE SZYMON HOŁOWNIA: Jest mi wstyd
Polecam też Radio WNET Radio WNET, w Internecie lub na falach Radia Warszawa 106,2 FM w godzinach 7-9 rano, słucham codziennie, na szczęście mam daleko do pracy. Dziś np. Jadwiga Staniszkis o tym co się dzieje, o Wawelu (cytuję z pamięci): „Nie powinno się robić w tego polityki, bo to jest coś więcej”. O śmierci wielu: „To jest dramat władzy, która nie jest w stanie zrealizowac swoich marzeń”.
wtorek, 13 kwietnia 2010
Piękne wspomnienie o Tomaszu Mercie List do Tomasza Merty
Gościliśmy Pana Tomasza na konferencji Dusza Europy kilka miesięcy temu. Umówiliśmy wszystko kilka tygodni wcześniej, w przededniu konferencji próbowałem się dodzwonić do wszystkich prelegentów aby sprawdzić czy aby nikomu nic nie wypadło. Pan Tomasz nie odbierał, pewnie był na jakimś wyjeździe. Gdy zjawił się kilka minut przed swoim wystąpieniem, i podzieliłem się z nim swoim wcześniejszym niepokojem, ujął mnie stwierdzeniem, że u niego słowo jest słowem, "przecież umówiliśmy się" (kilka tygodni wcześniej).
Mój mały synek zasypia mi na ramieniu, po raz drugi oglądam w telewizji przejazd konduktu z Panią Prezydentową Marią Kaczyńską. Właściwie mógłbym oglądać godzinami te sceny, wzruszać się, nasycać się wiarą, że możliwa jest SOLIDARNOŚĆ.
Gościliśmy Pana Tomasza na konferencji Dusza Europy kilka miesięcy temu. Umówiliśmy wszystko kilka tygodni wcześniej, w przededniu konferencji próbowałem się dodzwonić do wszystkich prelegentów aby sprawdzić czy aby nikomu nic nie wypadło. Pan Tomasz nie odbierał, pewnie był na jakimś wyjeździe. Gdy zjawił się kilka minut przed swoim wystąpieniem, i podzieliłem się z nim swoim wcześniejszym niepokojem, ujął mnie stwierdzeniem, że u niego słowo jest słowem, "przecież umówiliśmy się" (kilka tygodni wcześniej).
Mój mały synek zasypia mi na ramieniu, po raz drugi oglądam w telewizji przejazd konduktu z Panią Prezydentową Marią Kaczyńską. Właściwie mógłbym oglądać godzinami te sceny, wzruszać się, nasycać się wiarą, że możliwa jest SOLIDARNOŚĆ.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Lawa
Byłem tam dziś. Znowu. Podczas przerwy na obiad. Szum kilkudziesięciu pracujących kamer. Grube warstwy wosku na chodnikach. Płynący tłum, w ciszy, w poczuciu powagi i mocy chwili. Przebijam się przez tłum do barierek, widzę naszych harcerzy. Przed Pałacem Prezydenckim Jurek Żochowski rękami w grubych rękawicach zbiera do plastikowego worka wypalone znicze, kilku innych wędrowników robi to samo obok. Są tylko kilka metrów ode mnie, ale nie ośmielam się zakrzyknąć do nich, zamienić kilka radosnych słów. W powietrzu unosi się jakieś poczucie narodowego sacrum. Nie chcę go zakłócać, wolę milczeć, i patrzeć. Wracam w kierunku Bristolu, tam kilka naszych szefowych i przewodniczek odbiera od ludzi kwiaty, znicze, ustawia je i porządkuje. Robią to z gracją, dziewczęco, godnie.
Wczoraj też tu byłem, wieczorem, z dziećmi, z ich babcią. Dywany świec, stosy świeżych kwiatów, milczący, nieprzebrany tłum. To było niesamowite doświadczenie, tłumaczyłem Stasiowi, że będzie o tym opowiadał swoim wnukom. Cała droga powrotna to lekcja historii, niekończących się pytań, opowieści, nasiąkania patriotyzmem i szlachetnymi ideałami.
Wracam do biura, dziś jestem w czarnym krawacie, który po raz pierwszy założyłem od śmierci ojca w 2001 roku. Inaczej nie można. W biurze wielkiej światowej korporacji, firmy z tzw. Wielkiej Czwórki, wielu kolegów wygląda podobnie, ciemne garnitury, ciemne krawaty, białe koszule. Odczuwamy chyba solidarność narodową. Dostałem dziś kondolencje, jako Polak, z Ukrainy, Luksemburga, Indii, Danii, od wszystkich, z którymi teraz pracuję.
To co się wydarzyło jest wielką, trudną do ogarnięcia tragedią. Poniżej zamieszczam, jak sądzę, jeden z najciekawszych komentarzy, które pojawiły się bezpośrednio po katastrofie:
Tomasz Terlikowski, Szukając sensu w bezsensownym
Wczoraj też tu byłem, wieczorem, z dziećmi, z ich babcią. Dywany świec, stosy świeżych kwiatów, milczący, nieprzebrany tłum. To było niesamowite doświadczenie, tłumaczyłem Stasiowi, że będzie o tym opowiadał swoim wnukom. Cała droga powrotna to lekcja historii, niekończących się pytań, opowieści, nasiąkania patriotyzmem i szlachetnymi ideałami.
Wracam do biura, dziś jestem w czarnym krawacie, który po raz pierwszy założyłem od śmierci ojca w 2001 roku. Inaczej nie można. W biurze wielkiej światowej korporacji, firmy z tzw. Wielkiej Czwórki, wielu kolegów wygląda podobnie, ciemne garnitury, ciemne krawaty, białe koszule. Odczuwamy chyba solidarność narodową. Dostałem dziś kondolencje, jako Polak, z Ukrainy, Luksemburga, Indii, Danii, od wszystkich, z którymi teraz pracuję.
To co się wydarzyło jest wielką, trudną do ogarnięcia tragedią. Poniżej zamieszczam, jak sądzę, jeden z najciekawszych komentarzy, które pojawiły się bezpośrednio po katastrofie:
Tomasz Terlikowski, Szukając sensu w bezsensownym
poniedziałek, 5 października 2009
Katolicy to nie smutasy
Niedawno wróciłem z Irlandii (przez co nie byłem tym razem na Św. Krzyżu, który jak wszyscy opowiadają znowu był wspaniały i znowu jeszcze lepszy niż poprzednio). Kolejne mocne, dobre emocje, czy WAM nie jest za dobrze chłopaki? Inni ludzie tylu dobrych emocji nie mają przez cały rok a my co chwilę. Czy rozpalamy nimi innych?
A w Irlandii w każdym pubie grajkowie, wesoła atmosfera, ludzie śpiewają z wykonawcami i cieszą się życiem. Irlandia to katolicki kraj, tak jak Włochy, Hiszpania czy Francja. Wiemy wprawdzie, że laicyzacja poczyniła spustoszenie ale mimo wszystko widać chyba różnicę z krajami skandynawskimi, Wielką Brytanią, północnymi Niemcami, Holandią. Kraje protestanckie są smutniejsze, ludzie nie umieją się tak bawić. Czy powiedzenie o Polakach "do tańca i do różańca" nie znajdowało podstaw?
Będąc w Irlandii nie odmówiłem sobie tej przyjemności aby odwiedzić Bono z U2. Niestety był w tym czasie w Nowym Jorku, więc nie udało się tym razem przekazać osobiście życzeń z Polski. Muszę przyznać, że mieszka w przyjemnym miejscu.
Na koniec fragment koncertu z Chorzowa, zwróćcie uwagę na fragment od 6 minuta i 37 sekund, zwłaszcza 7 minuta i 5 sekund Moment of surrender Chorzów 2009. Czy ktoś czytał o tym w prasie?
A w Irlandii w każdym pubie grajkowie, wesoła atmosfera, ludzie śpiewają z wykonawcami i cieszą się życiem. Irlandia to katolicki kraj, tak jak Włochy, Hiszpania czy Francja. Wiemy wprawdzie, że laicyzacja poczyniła spustoszenie ale mimo wszystko widać chyba różnicę z krajami skandynawskimi, Wielką Brytanią, północnymi Niemcami, Holandią. Kraje protestanckie są smutniejsze, ludzie nie umieją się tak bawić. Czy powiedzenie o Polakach "do tańca i do różańca" nie znajdowało podstaw?
Będąc w Irlandii nie odmówiłem sobie tej przyjemności aby odwiedzić Bono z U2. Niestety był w tym czasie w Nowym Jorku, więc nie udało się tym razem przekazać osobiście życzeń z Polski. Muszę przyznać, że mieszka w przyjemnym miejscu.
Na koniec fragment koncertu z Chorzowa, zwróćcie uwagę na fragment od 6 minuta i 37 sekund, zwłaszcza 7 minuta i 5 sekund Moment of surrender Chorzów 2009. Czy ktoś czytał o tym w prasie?
poniedziałek, 21 września 2009
Po Sejmiku
Już sporo czasu upłynęło od Sejmiku i żyjemy innymi sprawami (to jest też powód dlaczego ten post nie pojawił się zaraz po tym ważnym wydarzeniu). Warto jednak pielęgnować w sobie dobre, mocne przeżycia. Dlatego zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy tym spotkaniu. W oparciu o „mocne” przeżycia pisarze piszą książki, zwykli ludzie podejmują przełomowe decyzje i czasami stają się bohaterami. Codzienność pędzi i wiele bodźców nas ciągle rozprasza, szukamy też wciąż nowych, ryzykując to, że się rozmienimy na drobne. Podczas gdy pielęgnowanie dobrych wspomnień, podsumowywanie, rozpamiętywanie (w rozsądnych graniach rzecz jasna) to coś absolutnie koniecznego. Rodzina, która nie wspomina śmiesznych sytuacji z wakacji albo nie powraca do starych zdjęć, przygód, anegdot rodzinnych zaczyna być smutną rodziną.
Mam nadzieję, że Sejmik był dla Was takim dobrym przeżyciem, spotkaniem doładowującym akumulatory. Mieliśmy okazję zaznać atmosfery radości i braterstwa. Miło było słyszeć od przedstawicieli obu związków ZHP i ZHR (których władze na tak wysokim szczeblu po raz pierwszy chyba przybyły na nasz sejmik), jak dobrze się czuli u nas, jak bardzo odetchnęli świetną atmosferą naszych obrad. Tak to było wspaniałe! Początek (odśpiewanie hymnu, recytacja Prawa Harcerskiego) był podniosły i osadzający nas we właściwym kontekście, tego co najważniejsze. Robimy skauting bo walczymy o wielkie ideały. Potem sprawozdania, „human story” w wykonaniu przyszłego komisarza federalnego, wybory, głosowania przeplatane wybuchami śmiechu i piosenkami. Czy ktoś widział bardziej radosne obrady poważnej organizacji? Potem wieczór, prześmieszny (podobnie jak poprzedniego dnia, gdy oglądaliśmy filmy i prezentacje, z bezkonkurencyjnym filmem puławskich szefów na czele). Wcześniej wystąpienie Jacquesa, który mówi tak, że każde słowo ma moc, jest nasączone treścią i wypływa z długoletniego doświadczenia. I śpiewy, po których wszyscy mieliśmy zdarte gardła. Tak powinno być zawsze, gdy zbierają się nasi ludzie. Niewiele trzeba do dobrej zabawy, mała iskra wystarczy do rozpalenia radości. I niedziela. Najpierw przekazanie buławy nowemu naczelnikowi, mianowanie przez legendarnego Jacquesa Mougenot, wszystkie rundy honorowe i podrzuty wśród salw śmiechu. Potem arcyciekawe spotkanie z aktorem Adamem Woronowiczem i expose nowych władz w entuzjastycznej atmosferze. Msza, piękna oprawa muzyczna, homilia nowego Duszpasterza Krajowego, nawet incydent z gwałtownym parafianinem. Tak, bo nasz skauting to ideały, przyjaźń i wspaniała pedagogika.
W tym miejscu chciałbym podziękować w imieniu nas wszystkich: Ani Mikos, Marcinowi Krukowi, Jarkowi Sroce, Tomkowi Kilianowi, Piotrkowi Świeżewskiemu, Ks. Markowi Adamczykowi za to, że okazali się „gotowymi do służby”. Także wszystkim członkom nowej Rady Naczelnej na czele z przewodniczącym Markiem Muchą, że są gotowi nieść odpowiedzialność za ruch i wspierać naczelników i cały zarząd. To jest bardzo budujące. Szczególnie cieszę się, że mamy nowego naczelnika, który z łaską Bożą poprowadzi nurt harcerzy dalej. Szkoda było kończyć tę służbę, ale jestem przekonany, że ta zmiana jest dobra dla naszego Ruchu i jestem szczęśliwy, że mogłem przekazać służbę w dobre, sprawdzone, pewne ręce. Marcinie, dziękuję, że podjąłeś tę misję. To jest wielka satysfakcja i spokój dla każdego szefa, jeśli może przekazać służbę komuś komu ufa, kto pociągnie sprawy dalej, zachowa to co zostało wypracowane i ulepszy to co wymaga ulepszenia. Jednak wychowanie jest taką działalnością (na co zwraca uwagę papież Benedykt XVI w swoim liście dotyczącym wychowania), gdzie każde pokolenie zaczyna poniekąd od początku. Każdy młody człowiek musi dokonywać swoich odkryć, wyborów, decyzji. Tak jak w drużynie co roku zmieniają się ludzie, jedni odchodzą, inni przychodzą, nie ma rzeczy raz na zawsze wypracowanych. Ciągle zaczynamy od nowa, budujemy, lecz z drugiej strony trzymamy się mocno fundamentów i ideowych, i pedagogicznych. Aby nie wywarzać otwartych drzwi, nie wymyślać od nowa koła. Jako były naczelnik, proszę też Was, wszystkich szefów o to, abyście stale pamiętali w Waszych modlitwach o swoich przełożonych, o Naczelniczce i Naczelniku, o hufcowej i hufcowym. To nasz obowiązek wynikający z drugiego punktu prawa. Tak przejawia się też lojalność wobec nich. Bez tego paliwa nie da się jechać w dobrym kierunku.
Oczywiście blog zmienia swoje oblicze, nie będzie to już blog naczelnika, lecz po prostu blog autorski. Jeśli będzie się cieszył zaufaniem naczelników (autor i treści), zgodnie z ich decyzją link do bloga może pozostać na stronie www Stowarzyszenia. Zmieniamy nazwę na „Jeszcze w zielone gramy” do czasu aż wymyślicie coś lepszego (jeśli macie dobre pomysły, przesyłajcie na maila). Jacques powiedział podczas Sejmiku, że nie zamierza pisać testamentu, jest służba, potem inna, mówimy „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. Każdy powinien robić to co może, jeden sieje, drugi podlewa, Pan Bóg ma zbierać owoce. Ja tym bardziej jestem daleki od spisywania testamentu. Gra toczy się dalej!
Zapowiedzi: Nie zdążyliśmy odetchnąć po Sejmiku a wiadomości sejmikowe przebiła wiadomość o wyborze Polaka na funkcję komisarza federalnego. Wybór Zbigniewa Mindy na to stanowisko to niewątpliwie historyczna chwila. O tym będzie na blogu. Zapowiadam też poszerzenie wkrótce subiektywnej listy polecanych filmów.
Mam nadzieję, że Sejmik był dla Was takim dobrym przeżyciem, spotkaniem doładowującym akumulatory. Mieliśmy okazję zaznać atmosfery radości i braterstwa. Miło było słyszeć od przedstawicieli obu związków ZHP i ZHR (których władze na tak wysokim szczeblu po raz pierwszy chyba przybyły na nasz sejmik), jak dobrze się czuli u nas, jak bardzo odetchnęli świetną atmosferą naszych obrad. Tak to było wspaniałe! Początek (odśpiewanie hymnu, recytacja Prawa Harcerskiego) był podniosły i osadzający nas we właściwym kontekście, tego co najważniejsze. Robimy skauting bo walczymy o wielkie ideały. Potem sprawozdania, „human story” w wykonaniu przyszłego komisarza federalnego, wybory, głosowania przeplatane wybuchami śmiechu i piosenkami. Czy ktoś widział bardziej radosne obrady poważnej organizacji? Potem wieczór, prześmieszny (podobnie jak poprzedniego dnia, gdy oglądaliśmy filmy i prezentacje, z bezkonkurencyjnym filmem puławskich szefów na czele). Wcześniej wystąpienie Jacquesa, który mówi tak, że każde słowo ma moc, jest nasączone treścią i wypływa z długoletniego doświadczenia. I śpiewy, po których wszyscy mieliśmy zdarte gardła. Tak powinno być zawsze, gdy zbierają się nasi ludzie. Niewiele trzeba do dobrej zabawy, mała iskra wystarczy do rozpalenia radości. I niedziela. Najpierw przekazanie buławy nowemu naczelnikowi, mianowanie przez legendarnego Jacquesa Mougenot, wszystkie rundy honorowe i podrzuty wśród salw śmiechu. Potem arcyciekawe spotkanie z aktorem Adamem Woronowiczem i expose nowych władz w entuzjastycznej atmosferze. Msza, piękna oprawa muzyczna, homilia nowego Duszpasterza Krajowego, nawet incydent z gwałtownym parafianinem. Tak, bo nasz skauting to ideały, przyjaźń i wspaniała pedagogika.
W tym miejscu chciałbym podziękować w imieniu nas wszystkich: Ani Mikos, Marcinowi Krukowi, Jarkowi Sroce, Tomkowi Kilianowi, Piotrkowi Świeżewskiemu, Ks. Markowi Adamczykowi za to, że okazali się „gotowymi do służby”. Także wszystkim członkom nowej Rady Naczelnej na czele z przewodniczącym Markiem Muchą, że są gotowi nieść odpowiedzialność za ruch i wspierać naczelników i cały zarząd. To jest bardzo budujące. Szczególnie cieszę się, że mamy nowego naczelnika, który z łaską Bożą poprowadzi nurt harcerzy dalej. Szkoda było kończyć tę służbę, ale jestem przekonany, że ta zmiana jest dobra dla naszego Ruchu i jestem szczęśliwy, że mogłem przekazać służbę w dobre, sprawdzone, pewne ręce. Marcinie, dziękuję, że podjąłeś tę misję. To jest wielka satysfakcja i spokój dla każdego szefa, jeśli może przekazać służbę komuś komu ufa, kto pociągnie sprawy dalej, zachowa to co zostało wypracowane i ulepszy to co wymaga ulepszenia. Jednak wychowanie jest taką działalnością (na co zwraca uwagę papież Benedykt XVI w swoim liście dotyczącym wychowania), gdzie każde pokolenie zaczyna poniekąd od początku. Każdy młody człowiek musi dokonywać swoich odkryć, wyborów, decyzji. Tak jak w drużynie co roku zmieniają się ludzie, jedni odchodzą, inni przychodzą, nie ma rzeczy raz na zawsze wypracowanych. Ciągle zaczynamy od nowa, budujemy, lecz z drugiej strony trzymamy się mocno fundamentów i ideowych, i pedagogicznych. Aby nie wywarzać otwartych drzwi, nie wymyślać od nowa koła. Jako były naczelnik, proszę też Was, wszystkich szefów o to, abyście stale pamiętali w Waszych modlitwach o swoich przełożonych, o Naczelniczce i Naczelniku, o hufcowej i hufcowym. To nasz obowiązek wynikający z drugiego punktu prawa. Tak przejawia się też lojalność wobec nich. Bez tego paliwa nie da się jechać w dobrym kierunku.
Oczywiście blog zmienia swoje oblicze, nie będzie to już blog naczelnika, lecz po prostu blog autorski. Jeśli będzie się cieszył zaufaniem naczelników (autor i treści), zgodnie z ich decyzją link do bloga może pozostać na stronie www Stowarzyszenia. Zmieniamy nazwę na „Jeszcze w zielone gramy” do czasu aż wymyślicie coś lepszego (jeśli macie dobre pomysły, przesyłajcie na maila). Jacques powiedział podczas Sejmiku, że nie zamierza pisać testamentu, jest służba, potem inna, mówimy „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. Każdy powinien robić to co może, jeden sieje, drugi podlewa, Pan Bóg ma zbierać owoce. Ja tym bardziej jestem daleki od spisywania testamentu. Gra toczy się dalej!
Zapowiedzi: Nie zdążyliśmy odetchnąć po Sejmiku a wiadomości sejmikowe przebiła wiadomość o wyborze Polaka na funkcję komisarza federalnego. Wybór Zbigniewa Mindy na to stanowisko to niewątpliwie historyczna chwila. O tym będzie na blogu. Zapowiadam też poszerzenie wkrótce subiektywnej listy polecanych filmów.
wtorek, 30 czerwca 2009
Świetny tekst nt. miłości
Niestety z portalu gazety, która w ostatnich dniach robi tanią sensację i lansuje tezy idiotyczne starające się osłabić pole rażenia teologii ciała Jana Pawłą II, natomiast wystąpienie dr Wandy Półtawskiej jest doskonałe. Esencja tego czym jest miłość. B. dobre: Wystąpienie Pani Półtawskiej w jednej ze szkół
czwartek, 18 czerwca 2009
Beskidzkie rekolekcje
2 cytaty z wywiadu dr Wandy Półtawskiej dla Tygodnika Powszechnego:
"Jak można krótko określić: kim był Jan Paweł II, Karol Wojtyła?
Tego nie można krótko określić. On był przede wszystkim inny niż wszyscy. Z Nim nie było rozmów o niczym: oszczędny w słowach, od razu mówił, jak daną sytuację widzi... nie On, Pan Bóg. Ja z tym człowiekiem pięćdziesiąt lat rozmawiałam o Panu Bogu. O sprawach na świecie. Był przejęty ludźmi, bo kochał ludzi i nigdy o nikim nie powiedział jednego złego słowa. Powiedział mi, że kiedy był piętnastoletnim chłopakiem wstrząsnęło nim zdanie Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” oraz scena biczowania w drodze krzyżowej. To zaowocowało. Nigdy nie wypowiedział o nikim negatywnego sądu. To drugie zaś zaowocowało całą teologią ciała. Współpracowałam z nim przy pisaniu książki „Miłość i odpowiedzialność”. Czytałam wszystko, co napisał.
(...)
A audiencje generalne, cykl: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich”?
Były gotowe tu. Maszynopis powstawał w Krakowie, przed pontyfikatem. Podzielił to na katechezy i odczytywał.
To ogromny materiał, starczyło go chyba na dwa lata.
Bośmy nad tym pracowali całe życie. Ja pięćdziesiąt lat wykładam ludziom antropologię Jana Pawła II. „Humanae vitae” to było dzieło Pawła VI i Karola Wojtyły.
To dlatego irytacja z powodu „Humanae vitae” skierowana jest nie tylko pod adresem Pawła VI, ale i kardynała Wojtyły. Ci zirytowani nie wiedzą, że jest jeszcze jeden „winowajca”: Pani Doktor Półtawska."
Beskidzkie rekolekcje - książka o przyjaźni Wandy Półtawskiej, a także jej męża Andrzeja i ich dzieci z księdzem, biskupem, kardynałem, papieżem Wojtyłą.
"Jak można krótko określić: kim był Jan Paweł II, Karol Wojtyła?
Tego nie można krótko określić. On był przede wszystkim inny niż wszyscy. Z Nim nie było rozmów o niczym: oszczędny w słowach, od razu mówił, jak daną sytuację widzi... nie On, Pan Bóg. Ja z tym człowiekiem pięćdziesiąt lat rozmawiałam o Panu Bogu. O sprawach na świecie. Był przejęty ludźmi, bo kochał ludzi i nigdy o nikim nie powiedział jednego złego słowa. Powiedział mi, że kiedy był piętnastoletnim chłopakiem wstrząsnęło nim zdanie Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” oraz scena biczowania w drodze krzyżowej. To zaowocowało. Nigdy nie wypowiedział o nikim negatywnego sądu. To drugie zaś zaowocowało całą teologią ciała. Współpracowałam z nim przy pisaniu książki „Miłość i odpowiedzialność”. Czytałam wszystko, co napisał.
(...)
A audiencje generalne, cykl: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich”?
Były gotowe tu. Maszynopis powstawał w Krakowie, przed pontyfikatem. Podzielił to na katechezy i odczytywał.
To ogromny materiał, starczyło go chyba na dwa lata.
Bośmy nad tym pracowali całe życie. Ja pięćdziesiąt lat wykładam ludziom antropologię Jana Pawła II. „Humanae vitae” to było dzieło Pawła VI i Karola Wojtyły.
To dlatego irytacja z powodu „Humanae vitae” skierowana jest nie tylko pod adresem Pawła VI, ale i kardynała Wojtyły. Ci zirytowani nie wiedzą, że jest jeszcze jeden „winowajca”: Pani Doktor Półtawska."
Beskidzkie rekolekcje - książka o przyjaźni Wandy Półtawskiej, a także jej męża Andrzeja i ich dzieci z księdzem, biskupem, kardynałem, papieżem Wojtyłą.
czwartek, 4 czerwca 2009
Seriale zmieniają rzeczywistość
Poniżej link do bardzo ciekawego artykułu o tym, jak seriale kształtują rzeczywistość. Zgadzam się z zasadniczymi tezami tego artykułu. Od dawna jestem przekonany, że świat, zachowania, wzorce osobowe lansowane przez telewizję, ale szczególnie przez seriale, których przekaz sączy się i jest rozłożony w czasie, ma ogromną siłę rażenia. Umiejętność zauważania tego i odcedzania ziarna od plew to jedna z cech tzw. zmysłu krytycznego, który obok jedności życia jest jedną z dwóch ważnych spraw, które są celem formacji wędrowniczej.
Artykuł: W serialowym gabinecie luster
Artykuł: W serialowym gabinecie luster
środa, 20 maja 2009
Filmy
Kolejna osoba ostatnio podzieliła moje spostrzeżenia i podobnie odebrała filmy "Nil" i "Popiełuszko". "Popiełuszko" był krytykowany w mediach jako zbyt edukacyjny, schematyczny, nie pamiętam właściwie więcej argumentów, były dziwnie miałkie, niektórzy najwyraźniej szukali dziury w całym. Pamiętam jednak nieprzychylną recenzję na pierwszej stronie "Dziennika", że to rozczarowanie artystyczne, etc. Do kina szedłem z obawami, wyszedłem zachwycony, nie tylko postacią ale filmem właśnie, jego tzw. walorami artystycznymi. Idąc z kolei na "Nila" rano ujrzałem na pierwsze stronie "Gazety Wyborczej" entuzjastyczną wręcz recenzję. Wychodząc z kina a nawet w trakcie nie mogłem ukryć rozczarowania, byłem zawiedziony właśnie aspektami "artystycznymi". Nadal uważam, że film należy zobaczyć, to historia, etc. ale niestety film jest tekturowy, Łukaszewicz gra moim zdaniem profesora a nie generała, czegoś tam brakuje.
A zatem nie można ufać recenzjom w prasie codziennej. Niestety wiele recenzji zamieszczanych w prasie katolickiej też nie daje jasności ani jasnych kryteriów. Będę zamieszczał swoje subiektywne oceny i preferencje, zachęcam do dyskusji.
Istnieją jednak na świecie przewodniki po filmach dające kryteria moralne, dzięki którym nie traficie z narzeczoną na film "Psy" jak jeden z moich przyjaciół onegdaj bazując na rekomendacji kolegi studenta. Poniżej zamieszczam linki do dwóch ciekawych katalogów filmów w języku angielskim:
Lista filmów oceniana przez komisję Episkopatu USA
oraz
Catholic News Service
A zatem nie można ufać recenzjom w prasie codziennej. Niestety wiele recenzji zamieszczanych w prasie katolickiej też nie daje jasności ani jasnych kryteriów. Będę zamieszczał swoje subiektywne oceny i preferencje, zachęcam do dyskusji.
Istnieją jednak na świecie przewodniki po filmach dające kryteria moralne, dzięki którym nie traficie z narzeczoną na film "Psy" jak jeden z moich przyjaciół onegdaj bazując na rekomendacji kolegi studenta. Poniżej zamieszczam linki do dwóch ciekawych katalogów filmów w języku angielskim:
Lista filmów oceniana przez komisję Episkopatu USA
oraz
Catholic News Service
Subskrybuj:
Posty (Atom)